Airport Extreme + LaCie = TimeCapsule
W przypływie radości, ponieważ do dyspozycji miałem oprócz Airport Express także router Airport Extreme, postanowiłem połączyć białą skrzyneczkę z metalową, czyli Airport Extreme i obudowę LaCie Mini, o której ostatnio pisałem.
Byłem ciekaw jak będzie się to zestawienie sprawdzać jako alternatywa dla TimeCapsule.

Kilka słów wstępu trzebra poświęcić stacji bazowej Airport Extreme, która różni się znacznie od omawianego wcześniej Airport Express. Jest ona przeznaczona raczej dla większych sieci komputerowych, w której urządzenia łączą się z routerem przewodowo i bezprzewodowo.
Oto najważniejsze dane techniczne:
Protokoły bezprzewodowej komunikacji
- 802.11a/b/g
- 802.11n
Częstotliwość
- 2,4 GHz lub 5 GHz
Moc wyjściowa sygnału radiowego
- 20 dBm (nominalna) przy 5 GHz
Kompatybilność
- Współpracuje z komputerami Mac i Windows posiadającymi karty Wi-Fi Certified 802.11a, 802.11b i 802.11g
- NAT, DHCP, PPPoE, VPN Passthrough (IPSec, PPTP i L2TP), DNS Proxy, SNMP
Bezpieczeństwo
- Wi-Fi Protected Access (WPA/WPA2)2
- Standard szyfrowania w sieciach bezprzewodowych (WEP) umożliwiający konfigurowanie kodowania 40-bitowego i 128-bitowego
- Filtrowanie adresów MAC
- NAT firewall
- Obsługa uwierzytelniania RADIUS
- 802.1X, PEAP, LEAP, TTLS, TLS, FAST
- Kontrola dostępu oparta na czasie
Interfejsy
- Jeden port RJ-45 10/100BASE-T Ethernet WAN do podłączenia modemu ADSL lub kablowego
- Trzy porty RJ-45 10/100Base-T Ethernet LAN do podłączenia komputerów lub urządzeń sieci
- Port USB do podłączenia drukarki USB lub zewnętrznego dyski twardego USB
- Sieci bezprzewodowej 802.11
Dołączone oprogramowanie i akcesoria
- AirPort Utility
- AirPort Disk Utility dla Mac i Windows
- 802.11n Enabler dla Mac
- Bonjour dla Windows
- Przewód zasilający
- Dokumentacja w postaci drukowanej i elektronicznej
Wymiary i masa
- Długość: 165 mm
- Szerokość: 165 mm
- Grubość: 34 mm
- Masa: 753 gramy

W przeciwieństwie do Airport Express, router ten nie posiada wyjścia audio, tak więc odpada zabaw z AirTunes, szkoda.
Router posiada jeden port USB (2.0), za pomocą którego możemy podłączyć albo dysk, albo drukarkę, albo HUB USB, a do niego z kolei wymienione wcześniej urządzenia. Innym wyjściem jest podłączenie dysku LaCie Mini, który jest jednocześnie HUBem USB/Firewire i pozwala nam bezboleśnie podłączyć inne urządzenia. Ponadto obudowa doskonale komponuje się z stacją bazową dzięki tym samym wymiarom.

Dzięki temu połączeniu tworzymy swoje własne Time Capsule, które może nie jest tańsze od oryginalnego, ale ma swoje zalety w postacie portów USB, które pozwalają nam na podłączenie kilku drukarek, albo kilku dodatkowych dysków zewnętrznych, czy na przykład czytnik kart, iPod, czy kolejny HUB. Niestety nie wiem (podejrzewam, że nie), czy porty FireWire również działają, nie miałem ich jak sprawdzić.

Ogólnie rzecz biorąc w ten sposób możemy do Airport Extreme podłączyć do 4 dodatkowych urządzeń, co z pewnością przyda się w małym biurze, czy w bardzo “informatycznym” mieszkaniu. Zasięg routera z tego co udało mi się stwierdzić jest podobny, jeśli nie ciuteczkę większy do tego u Airport Express.
Jak powszechnie wiadomo, pierwsza archiwizacja za pomocą Time Machine jest dość czasochłonna, przypadku zrzucania 100Gb danych poprzez USB trwało to około półtorej godziny. Domyślałem się, że przez sieć trwałoby to o wiele dłużej dlatego też zdecydowałem się pierwszą archiwizację przeprowadzić przez kabel FireWire, a później dopiero podłączyć dysk do routera. Stworzyłem też dwie osobne partycje, aby móc dysk był wykorzystywany przez dwa różne komputery. Jak się jednak okazało po podłączeniu do Airport Express, TimeMachine nie umiało rozpoznać wykonanej przed chwilą przez FireWire kopii, tak więc czekało mnie ponowne pierwsze archiwizowanie tym razem przez kabel Ethernet. Niech to posłuży za przykład dla innych, że Apple nie zawsze wpada na najłatwiejsze i najprzyjemniejsze rozwiązania.
Poprzez Ethernet pierwsze kopiowanie danych trwało długo, nie wiem ile, bo po prostu zostawiłem komputer na noc. Okazało się, że Time Machine nie przepada za 2 różnymi partycjami (nie wiem dlaczego) i pokazywało mi błędy podczas pierwszej archiwizacji. Po utworzeniu jednej wspólnej partycji problem zniknął. Może ktoś zna rozwiązanie?. albo komuś się udała podobna sztuczka, niech pisze, bo jestem ciekaw!

Póżniej już było z górki, TimeMachine + Airport Extreme + dysk LaCie dogadywały się bezproblemowo. Kopie były wykonywane szybko i bezboleśnie, bez większego obciążenia mojej sieci domowej. Oczywiście w przypadku pracy w bardzo dużymi plikami i wieloma na raz nie polecałbym nigdy Time Capsule, ani tego rozwiązania na falach bezprzewodowych, ponieważ byłoby to z oczywistych powodów bardzo powolnie. Dlatego należy mieć to na uwadze, że rozwiązanie Time Capsule nie jest dla wszystkich, ale z pewnością dla większości zwykłych użytkowników. Ważne jest również to, że dysk w ten sposób połączony można używać bez TimeMachine jako wspólny dysk sieciowy, nie trzeba wymieniać zalet takiego rozwiązania.
Po kopii całego dysku, przyszła myśl na wspólne wykorzystywanie tych samych zasobów, przez różne programy i tak na przykład na dysku umieściłem niewielką bibliotekę iPhoto (rozmiar może mieć znaczenie podczas odczytu, tak więc nie polecałbym większej biblioteki niż 1/2Gb) oraz bibliotekę iTunes. Przy bawieniu się nimi przydaje się jedna “sztuczka”; podczas uruchamiania danego programu trzymajcie wciśnięty klawisz alt, pojawi się wtedy taki oto komunikat:

jeśli w tym czasie wybrana biblioteka będzie używana przez kogoś innego, to zobaczycie coś takiego (tym razem iPhoto):

Nie da się we dwoje (lub więcej osób) osobno pracować na jednej bibliotece zdjęć, ani muzyki, ale dla tego ostatniego istnieje rozwiązanie, wystarczy, że biblioteka (informacje o plikach) będzie znajdować się na naszym dysku, a pliki będą na dysku sieciowym. Żeby wszystko działało należy pamiętać aby odznaczyć w iTunes tę funkcję (preferencje; zaawansowane):

Dzięki temu każda osoba w sieci będzie mogła odsłuchiwać muzyki ze wspólnego dysku, nawet ten sam utwór jednocześnie (sprawdzałem!).
Po tak miłej zabawie postanowiłem jak zwykle sprawdzić, jak to się ma z kopiowanie plików, użyłem moich ulubionych 9775 pustych katalogów (736Kb) i jednego pliku o wielkości 1Gb. Jak zwykle użyłem do testów iMaca (802.11n) i Mini (802.11g). Wszystkie testy wykonywałem w sieci obciążonej ściąganiem plików i przeglądaniem stron, które w żaden sposób nie były zakłócone poprze kopiowanie.

Jak widać dzięki szybszej karcie iMac kopiuje duże pliki dwa razy szybciej, jeśli w grę wchodzi ilość, a nie objętość, to komputery kopiują podobnie. Należy też zwrócić uwagę, że przy kopiowaniu z dysku sieciowego dużej ilości plików, najpierw obliczana jest ich ilość, co w przypadku mojego testu zajmowało około 2 min.! kiedy to samo zadanie było wykonywane w ciągu sekundy/dwóch na komputerze, stąd też takie różnice w wynikach. Zaskakujące jest to, że przesyłaniem większej ilości plików MacMini radził sobie nieco lepiej niż iMac, ale może wynikało to z natężenia sieci, które było nieco większe przy teście iMaca.
Drugi test polegał na wysyłaniu pliku 1Gb jednocześnie na dysk podłączony do Airport Extreme i drugi komputer

Jak widać iMac w takiej sytuacji radzi sobie całkiem nieźle, kopiuje obydwa pliki jednocześnie przyznając priorytet dyskowi LaCie. Z kolei Mini nie radzi sobie z dwoma plikami na raz, najpierw kopiuje jeden, a później dopiero drugi, stąd też takie różnice w czasie, co ciekawe za każdym razem przesyłał najpierw plik na drugi komputer, a dopiero później zajmował się tym kopiowanym na dysk LaCie. Ja widać wyraźnie w takiej sytuacji bardziej opłaca się przesyłać pliki z Mac Mini pojedynczo.
W trzecim teście postanowiłem nieco zmienić kierunki, z komputera wysyłałem plik na dysk LaCie, jednocześnie pobierałem taki sam z drugiego komputera.

Mac Mini ponownie nie radził sobie z jednoczesnymi operacjami kopiowania 2 plików, zaskakujące jest jednak to, że za każdym razem wolał wpierw pobierać plik z drugiego komputera bez względu na kolejność kopiowania. Tymczasem iMac robił na odwrót, chociaż o wiele lepiej radził sobie z podwójnym wątkiem ponieważ udawało mu się pobrać średnio połowę pliku z Mini w tym samym czasie co wysłać plik na LaCie.
Takich przetasowań z wysyłaniem i pobieraniem plików w ramach wewnętrznej sieci, można by zrobić jeszcze kilka, ale wydaje mi się, że te 3 starczą, aby stwierdzić oczywiste; do pracy z nowymi routerami Apple świetnie spisują się jedynie te komputery z kartami w standarcie 802.11n.
Na koniec muszę z przykrością stwierdzić, że router sam w sobie potrafi być nieźle “nagrzany”, a dysk LaCie pod spodem wcale tego nie zmniejsza. Trudno stwierdzić, czy w takich warunkach router nie będzie bardziej podatny na uszkodzenie pod wpływem ciepła.

Ogólnie trzeba przyznać, że połączenie Airport Extreme oraz LaCie Mini to ciekawy i przyjazny zestaw. Zaletą są zdecydowanie możliwości i wzajemna kompatybilność, wadą zdecydowanie cena, która sprawia, że to rozwiązanie jest droższe od TimeCapsule 500Gb.
W tej chwili niestety LaCie Mini jest niedostępne w Cortlandzie, ale trzeba monitować to sprowadzą.

30 maj 2008 o 19:40
kilka uwag, bo mam prawie taki sam zestaw
1) przez wiele miesięcy źle funkcjonowały dyski sformatowane pod HFS+. Np. samoistnie się odmontowywały, znikały etc. Zaś dobrze dyski, o dziwo, sformatowane w FAT. Poprawiło się dopiero po jednym z ostatnich apdejtów. Bagatela - w rok po zakupie. Bywało, miałem ochotę rzucić tym applowskim szmelcem w ścianę.
2) jakość sieci “n” tworzonej przez APEXtreme również nierewelacyjna. Zasięg raczej kiepski. W porówaniu z Linksysem WAG300N, który sam zbiera bardzo różne opinie.
3) TimeMachine w takim układzie to nieporozumienie. Ogólnie fajna zabawka dla ludzi, którzy mają mało co na dysku (a zwłaszcza małe pliki). Tylko nie wiedzieć po co to mało co archiwizować co godzinę (wiem, można to zmienić, ale przy użyciu narzędzi firm trzecich). Przez miesiąc bawiłem się w archiwizację (po uprzednim wykluczeniu z archiwizacji foldera z muzyką, filmami, plikami sciąganymi z internetu - by zmniejszyć ruch w sieci a i tak potrafił przewalać parę giga). Po czym pewnego ranka dowiedziałem się, że nie wiedzieć czemu TimeMachine nie widzi backupu. Widać powinienem ten backup też archiwizować
4) iTunes pięknie bangla przy wyrzuceniu całego foldera z muzyką na dysk sieciowy i wskazaniu go w preferencjach iTunes jako miejsca, gdzie znajduje się muzyka. Wtedy nie trzeba odhaczać kopiowania plików do biblioteki. Wtedy lokalnie tworzą się jedynie pliki iTunesLibrary i iTunesMusicLibrary.xml (u mnie mają łącznie, bagatela, w sumie 150MB, zaś płyty zgrane do mp3 zajmują jakieś 250GB), więc wczytują się szybko a co więcej można wciąż dorzucać muzykę, którą iTunes ładnie skopiuje na dysk sieciowy. Ponadto jak się ma kilka kompów w sieci, wystarczy skopiować do wszystkich wspomniane dwa pliki, by każdy miał dostęp do całej biblioteki. Po dorzuceniu płyty, wystarczy zsynchronizować te pliki na pozostałych kontach.
31 maj 2008 o 09:08
1) jak pisałem, gdy utworzyłem dwie partycje HFS+, to faktycznie nie wszystko chodziło tak, jak powinno. Po utworzeniu jednej problemy zniknęły.
2) Przyznam się bez bicia, że nie mam w tej mierze wystarczającego porównania wiem jedynie, że mój starszy router DLinka, który działa w sieci “g”, ale ma dwie długaśne i wybijające oczy antenki, w tych samych warunkach dawał 3-krotnie gorszy zasięg. W mieszkaniu 70/80 metrowym APExtreme sprawdza się znakomicie wg mnie.
A właśnie piszesz o swoim APExtreme, a czy to jest również model Gigabit Ethernet?.. bo ja właśnie takiego używałem, może stąd wynikają też pewne różnice w naszych doświadczeniach?..
3) Jak sam napisałeś ( a i ja również), przy dużych plikach Time Machine przez sieć, to pomyłka. W moim przypadku działało to wyśmienicie, ponieważ faktycznie dotyczyło to komputera na którym się pisze i rozmiary backupu były niewielkie (1/2Gb)
4) Heh, próbowałem tak i to mi z kolei nie poszło, nie wiem czemu, raz kiedyś tak miałem i było ok, tym razem jednak, nie było tak miodzio. Tak więc uznaję, że możliwych rozwiązań jest więcej
Dzięki za uwagi!..
2 lipiec 2008 o 09:43
dlaczego nic si tu dalej nie dzieje